„Albo Polska będzie trzeźwa, albo… jej nie będzie” – te, wypowiedziane ponad 100 lat temu przez ks. Bronisława Markiewicza, słowa nic nie straciły ze swej wagi. Podobnie, jak w naszej historii, tak i dzisiaj, wielkim problemem społecznym stają się wszelkiego rodzaju uzależnienia.
Mimo postępu medycyny, psychologii i psychiatrii, wciąż zauważamy znikome owoce walki z tą „chorobą woli i umysłu”. Dlatego też tak ważną jest każda inicjatywa, która poszerza świadomość i motywuje do podjęcia wysiłku „zmagania z własną słabością”.
Członkowie lubańskiej grupy Duszpasterstwa Apostolstwa Trzeźwości i Pomocy Rodzinie, świadomi wagi problemu, od dłuższego czasu podejmują regularne działania będące pomocą dla osób uzależnionych i ich rodzin. Służą temu spotkania w Punkcie Konsultacyjnym w Krzeszowie oraz – przeprowadzane regularnie w parafiach rejonu – świadectwa. Świadkami takiego właśnie świadectwa stali się uczestnicy niedzielnych Eucharystii w parafii Narodzenia NMP w Lubaniu-Uniegoszczy, którzy 2 grudnia 2012 roku stanęli „oko w oko” z problemem uzależnienia. Ten „społeczny dramat”, przedstawiony bardzo emocjonalnie przez osoby, które zostały nim dotknięte [i które podjęły ciężar walki z nim] był dla wielu wstrząsem. Pojawiały się łzy (nie tylko w oczach kobiet); podczas „dzielenia się chlebem” w słowach wielu osób można było usłyszeć „promyki zrozumienia”. Warto było… MÓWIĆ, I SŁUCHAĆ, I PRZEŻYĆ ten niedzielny czas.
O randze spotkania najlepiej świadczą świadectwa jego uczestników. Pragnę podzielić się jednym z nich – zachęcam do lektury.

Świadectwo 2012_A
Świadectwo 2012_B
Świadectwo 2012_C

Msza św. – no właśnie, chyba sobie odpuszczę. Jacyś alkoholicy będą dawać świadectwo. Nie interesuje mnie ich obnażanie publiczne, wyciskanie łez z oczu słuchaczy. Niech spowiadają się we własnym gronie!, a nie wywlekają własne słabości, brudy życia na oczach wiernych lub pseudo wiernych zgromadzonych w kościele.

Zwyciężyłam! Pokonałam szatana. Będę na mszy.

Msza św., przeżyłam szok (nawet nie żałowałam, że nie usłyszałam wspaniałego i pouczającego kazania księdza. Ksiądz Marek jest mistrzem w pisaniu kazań) – tego, co działo się na Eucharystii nie umiem wyrazić słowami – to trzeba było przeżyć i w tym uczestniczyć (nie tylko „być”). Spróbuję jednak podzielić się moją refleksją ze Mszy Św., która odbyła się w kościele Narodzenia NMP w Lubaniu-Uniegoszczy.

Jaką odwagę muszą mieć osoby, żeby stanąć przed publicznością i opowiedzieć o swoim upadłym życiu, o znalezieniu drogi do Boga, o walce ze swoimi słabościami – nawet, teraz gdy osiągnęli duży staż abstynencji. Przecież zdają sobie sprawę, że u niektórych wiernych zgromadzonych w kościele nie będą mieli aplauzu, prestiżu, będą ich wytykać palcami z głupim uśmieszkiem na twarzy – a ci mądrzejsi będą zadawać sobie pytanie, czemu ta trzeźwość nie dotyczy ich męża, dziecka czy ojca i matki?

To, co mnie zaabsorbowało i poruszyło w ich przekazie to duże wsparcie rodziny tak dla uzależnionego, jak i jego przyjaciół i znajomych. Jest to wspaniała postawa, nie tylko chrześcijańska, ze strony żony, dzieci czy też teścia i teściowej, którzy nie skreślili chorego – a kroczą obok niego, nawet gdy on upada.

Domyślam się, że ta droga nie jest łatwa dla takiego „pacjenta” i dla jego rodziny. Na pewno początki drogi w trzeźwości były trudne, gdy oscylacja miała większy wpływ niż zdrowy rozsądek …..

Swoim świadectwem pokazali, że nie przechodzą obojętnie obok potrzebującego. Przekonali (tak myślę) wspólnotę w kościele, że nic nie dzieje się bez Boga… i że każda osoba uzależniona zwracając się do Boga i do osób, które zmierzyły się z tymi problemami, może pokonać negatywne skutki życia.

 

Oni wyciągają swoją dłoń do wszystkich uzależnionych – od seksu, narkotyków, alkoholu, hazardu. Chociaż wiedzą, którzy omijają drogowskaz Boży, i którzy żyją w swoim wirtualnym „szczęśliwym świecie” z odorem alkoholu – NIE MOGĄ POMÓC – próbują dotrzeć do tych osób, co nie zawsze kończy się sukcesem…

Uświadamiają potrzebującym, którzy są zniewoleni, że trzeźwieją dla siebie i w swoim życiu nie mogą pozwolić na ingerowanie alternatywy, gdyż trzeba być konsekwentnym, zdecydowanym, żeby obrać jeden kierunek – Trzeźwość. Za taką postawę otrzymają rekompensatę – wolność od nałogów.

 

Wspólna podróż w różne okresy curriculum vitae uzależnionych (muszę przyznać, że to był przełomowy moment, coś się zmieniło, coś przełamało wszelkie zapory) uświadomiła mi, że te osoby (mimo ciężaru przeszłości) to wartościowi ludzie, borykający się na co dzień z pokusami życia i ze swoją chorobą, która króluje w ich organizmie, i którą nie zawsze pokonują. A mimo to chcą pomagać innym – także przez takie świadectwo.

Abstrahując, teraz to wiem i rozumiem, że tego, co otrzymali kiedyś również od innych, nie zatrzymują dla siebie – przekazują osobom potrzebującym. Dostali szansę od Boga, „drugie życie”, i dlatego takiej szansy nie mogą zmarnować.

Słuchając składających świadectwo doszłam do wniosku, że w życiu można osiągnąć wszystko! Trzeba tylko chcieć!

Życzę im, aby ich przesłanie zebrało owoce nawet wtedy, gdy ziarno padnie na skały…

Aśka