Parafialna Wigilia na Księginkach 06.01.2019 roku

Z przyjemnością informuję, że w Galerii Foto można znaleźć pełny zapis fotograficzny przebiegu naszej Wigilii Parafialnej. Zdjęcia zostały opublikowane zgodnie z normami Dekretu Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim z dnia 13.03.2018 roku. Aby przekierować się do Galerii Foto, wystarczy wcisnąć TEN NAPIS, aktywując przekierowanie. SERDECZNIE ZAPRASZAM.

   Objawienie Pańskie – uroczystość podkreślająca powszechność Chrystusowej „Ewangelii Miłości”; czas przeżywania rodzinnej i wspólnotowej radości podczas Orszaków Trzech Króli; wreszcie okazja do refleksji, jak każdy z nas rozumie i realizuje w codzienności życia wezwanie do praktykowania postawy miłości. W refleksji tej duże i pozytywne znaczenie ma z pewnością wspomnienie niedawno przeżywanych świąt, w które wkroczyliśmy przeżywanymi w gronie rodzinnym wigiliami.

   Przesłanie Chrystusa zachęca jednak także do podejmowania tego typu działań także na szerszych płaszczyznach. Stąd też pomysł przeprowadzenia Wigilii Parafialnej (mającej być czymś więcej niż tylko okazjonalne spotkanie opłatkowe, które w wielu wspólnotach zatraciło już charakter religijny, stając się po prostu uroczystym posiłkiem). Zamysłem organizatorów było stworzenie atmosfery, w której po prostu będziemy się ze sobą dobrze czuli – bez zerkania na zegarki, przy wspólnej modlitwie i śpiewie.

   Oczywiście, atmosferze tej mogło pomóc miejsce (świetlica parafialna) oraz stan przygotowania. Zadbała o to kilkuosobowa grupa naszych Pań, które odmieniły radykalnie codzienne oblicze świetlicy. Można powiedzieć, że efektem kilkudniowej pracy stał się „full wypas” (doceniony przez naszych Parafian już podczas spotkania wielkanocnego) – tak na płaszczyźnie estetycznej, jak i gastronomicznej (kiedy zobaczyliśmy „hałdy” uszek stało się jasne, że dzisiaj „nagrzeszymy”… nieumiarkowaniem).

   Podczas przygotowań zrezygnowaliśmy z konwencji „spotkania opłatkowego” [które w wielu wspólnotach zatraciło już swój chrześcijański charakter] – „sięgnęliśmy do korzeni” zapraszając na Parafialną Wigilię. Odpowiedź była całkiem całkiem… ilościowo może „nie było szału”, ale za to jakościowo – uczestnicy reprezentowali wspólnoty Żywego Różańca, Rycerstwa Niepokalanej, chóru „Maksymilianki”, Rady Parafialnej, scholi „Dzieciaki z Bożej Paki” oraz innych, mniejszych grup parafialnych. Wigilię – zgodnie z tradycją – rozpoczął proboszcz, przewodnicząc naszej modlitwie. Wysłuchaliśmy więc fragmentu Ewangelii o narodzinach Jezusa; modlitwą objęliśmy nasze wspólnoty, rodziny, żyjących i zmarłych. Nie zapomnieliśmy także o tych, których z różnych powodów nie było dzisiaj z nami. Zwieńczeniem tej części wigilii stały się serdeczności naszego „szeryfa”, który z opłatkiem w ręku życzył nam po prostu tego, by „Boże Narodzenie, tym co w nim najcenniejsze, trwało w nas przez cały rok /…/ a same święta były tylko odświeżeniem, podładowaniem akumulatorów naszej ludzkiej empatii pobłogosławionej przez Bożą Miłość – Chrystusa”.

   Po części wstępnej nadszedł moment dzielenia się opłatkiem. Ta piękna chwila to moment, kiedy naśladując Chrystusa, chcemy się „stawać jak chleb – do którego może podejść każdy potrzebujący, odłamać kawałek i nakarmiony pójść dalej”. Było ciepło i empatycznie; co więcej – pojawiały się życzenia dalekie od szablonu „Zdrowia, szczęścia, pomyślności”. Początkowo „szeryf” był jakby „samotną wyspą”, daleko od nas, ale po dłuższej serii fotek dokumentujących ruszyliśmy na niego „atakiem frontalnym” i tylko co pewien czas zadawał pytania: „Czy to aby na pewno zmywalna?”.

   Emocje wyczerpują rezerwy energetyczne – nic więc dziwnego, że z zapałem przystąpiliśmy do konsumpcji (tym bardziej, że barszcz – autorstwa p.Stanisława – pachniał i smakował przepysznie). Najpierw oczywiście zaspokoiliśmy „braki podstawowe”, a kiedy już zaczęła nas ogarniać błogość rozpoczęliśmy „konsumpcję wyrywkową” – tu odrobinka, i tu także. „Prawdziwi z nas koneserzy”.

   Mogło by się wydawać, że nasz proboszcz poszedł na łatwiznę i zapuścił kolędy z sieci. Nic bardziej mylnego. Po prostu, jako gospodarz, pozwolił nam na „złapanie oddechu”. W planach było bowiem kolędowanie i to takie raczej… „ekstremalne”. „Szeryf” przygotował kilka autorskich śpiewników, w których były pełne wersje podstawowych kolęd. W sumie fajnie, ale jak zobaczyliśmy, że niektóre mają po kilkanaście zwrotek… ooops… aż tyle to my nie zjedliśmy.

   Rozpoczęło się szukanie najlepszej formuły naszego śpiewania. Bardzo szybko upadła koncepcja typowania kolęd przez pojedyncze osoby; proboszcz nie zgodził się na pełnienie funkcji „wodzireja”. W końcu okazało się, że najlepszą formułą stał się „rewanżyzm” – nie w tym negatywnym znaczeniu. Po prostu kolejne kolędy typowały naprzemiennie – rewanżując się za poprzednie – prawa i lewa strona świetlicy. Było fajnie, momentami nawet zabawnie [kiedy szukaliśmy tzw. fleks w tekstach, które widzieliśmy po raz pierwszy na oczy]; czasami dochodziło do totalnej improwizacji [kiedy „szeryf” po odśpiewaniu 2. zwrotki kolędy zaproponował śpiew kolejnych zwrotek od dziewiątej do czternastej].

   Apogeum wigilijnej atmosfery nastąpił, kiedy – mimo wątpliwości „Grażynki & Janusza” – proboszcz zaprosił do odśpiewania „Znaku pokoju”, a w chwilę po tym [zapraszając nieco oryginalnie: „Chcecie zaszaleć?”] „Największego bacę”. Wyszło imponująco. Atmosfera pchnęła niektórych uczestników do „uniesień” – przodował w tym „Janusz” [o czym świadczą fotki]. „Grażynka” miała przez to bardzo utrudniony dostęp do ciasta – co po nie sięgała, trafiała na efekty „januszowych uniesień”. I pomyśleć, że tak może być przez całe życie… A do tego ten ciągły flesz, ujawniający to i owo…

   W końcu przyszedł moment „kryzysu”, kiedy wyczerpaliśmy zapasy śpiewników [a  nikomu nie chciało się jeszcze wychodzić (co samo w sobie jest już ewenementem)]. Aby nie posiłkować się odtwarzaczem proboszcz zaprosił „Maksymilianki” do podjęcia „śpiewów partyzanckich” (czyli takich spoza kanonu). Członkiń chóru nie trzeba było długo prosić – miały swoje materiały w gotowości, zapał również.

   Trochę to trwało, aż hasło do „ewakuacji” dała cała familia „grażynkowa” [przy okazji pani Ala dowiedziała się dopiero dzisiaj, że Grażynka to tak naprawdę Martynka – trochę to pokomplikowane, prawda?]. Zaczęło się powszechne  wstawanie (wiadomo, efekt lawiny), sprzątanie i opuszczanie lokalu.

   Pewnie nie wszystko zostało w opisie ujęte – liczę na dopełniające komentarze. Muszę przyznać, że po ubiegłorocznym spotkaniu wielkanocnym nasze Panie bardzo się postarały, aby wigilię przygotować jeszcze lepiej. Kosztowało je to sporo pracy i wysiłku – za co gorąco dziękuję. Dzięki Wam dzisiejsze spotkanie na pewno u wielu z nas pozostanie długo bardzo miłym wspomnieniem.

Tekst i foto: ks. Janusz Barski

Dodaj komentarz: